Pałac w Brodach. Tu za króla Sasa popuszczano pasa

Pałac w Brodach. Tu za króla Sasa popuszczano pasa

W czasach świetności należał do najpiękniejszych majątków Europy. Bywał w nim król Polski August III Sas, pokonując drogę pomiędzy Dreznem a Warszawą i bawił też tutaj na przyjęciach. Wieści o rozrywce, jaką zapewniał tu jego faworyt, pan Brodów, któremu omotany król powierzył większość najważniejszych urzędów w państwie, docierały do wielu arystokratycznych i książęcych dworów.

W czasach świetności należał do najpiękniejszych majątków Europy. Bywał w nim król Polski August III Sas, pokonując drogę pomiędzy Dreznem a Warszawą i bawił też tutaj na przyjęciach. Wieści o rozrywce, jaką zapewniał tu jego faworyt, pan Brodów, podstępny i skorumpowany hrabia von Bruehl, któremu omotany król powierzył większość najważniejszych urzędów w państwie, docierały do wielu arystokratycznych i książęcych dworów, których właściciele chcieli tu się gościć.     Historia pałacu w Brodach  wiąże się z  prominentnymi arystokratycznymi rodami m.in.: Bibersteinów, Promnitzów, Watzdorfów i Bruhlów,  ale najczęściej i najchętniej oprowadzając turystów po Brodach wspomina się czasy, gdy posiadłość była w rękach rodziny von Bruhl, za którą ze względu na nabywcę majątku (1740r.) Henryka von Bruhl - ciągnęły się liczne skandale. Hrabia miał, można dziś rzec, sporo za uszami (piszemy o tym więcej w tekście: Heinrich von Bruehl. Tajemnice majątku pierwszego ministra i pana na Brodach), ale dzięki niemu i pieniądzom, jakich się dorobił na łapówkach, szemranych interesach i dzierżeniu w rękach wszystkich najważniejszych urzędów państwowych, które król przekazał mu w 1738 r., zapewniły mu ogromne wpływy, uczynił z majątku w Brodach prawdziwą perełkę na miarę europejskich rezydencji. O przyjęciach, jakie tu wydawał głośno było w arystokratycznym świecie. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że Brody – dziś wieś w powiecie żarskim, a w czasach życia Bruhla miasteczko - naprawdę wiele zawdzięczają jego rozpasaniu i mani wielkości, o czym piszemy więcej w poście pt. Brody – maleńka wieś z wielką historią. Hrabia skupiał się nie tylko na wystawnym życiu pałacu, ale gruntownie zadbał o rozwój miejscowości. Założył tu posterunek poczty polsko-saskiej, rozwinął rzemiosło, sprowadził jeden z garnizonów regimentu armii, wprowadził zasady planowania przestrzennego i warunki zabudowy, według jakich można było stawiać nowe domy. Zadbał o estetykę i ład architektoniczny miasteczka korzystając z pomocy wybitnych architektów. Wybrukował ulice i zbudował chodniki. Brody, zgodnie z jego planami, stały się w drugiej połowie XVIII wieku miejscowością, która swoim wyglądem – świadczyła o jego majętności, wpływom i pozycji społecznej. Na jego życzenie wybudowano tu kilka przedsiębiorstw, w tym manufakturę produkującą sukno i hutę. Hrabia zamierzał stworzyć też fabrykę jedwabiu, ale wymagała ona wysokich nakładów inwestycyjnych, a przede wszystkim surowca – stąd pojawiły się w Brodach próby założenia plantacji drzewa morwowego i hodowli jedwabników. Wróćmy jednak do pałacu… Bibersteinowie i ich posiadłość w Brodach Pierwsze pisemne informacje o istnieniu w Brodach rezydencji pojawiają się dopiero w 1622 roku i dotyczą pożaru obiektu. Brak wiarygodnych źródeł odnośnie wcześniejszych czasów nie wyklucza jednak istnienia w tym miejscu innego obiektu, gdyż miejscowość jest co najmniej 250 lat starsza, na co wskazują zapiski dotyczące powiązania jej z rodziną Bibersteinów zarządzającą pobliskim Forstem i później Brodami. W wielu publikacjach, także tych o charakterze typowo naukowym, snuto przypuszczenia, że pałac w Brodach – jak często bywało w małych miejscowościach – mógł powstać w miejscu wcześniejszej warowni – zamku bądź innego obiektu o charakterze obronnym. Jednak przeprowadzone badania archeologiczne nie potwierdziły tych przypuszczeń. Pierwszym pisemnie potwierdzonym właścicielem miejscowości był Matthias von Bieberstein, który około 1500 r. nabył Brody od burgrafa von Dohna. Prawdopodobnie to właśnie on wybudował tu rezydencję, która za czasów panowania jego rodu kilkukrotnie płonęła i była odbudowywana od nowa.  Obiekt w Brodach pełnił rolę centrum administracyjnego, dzięki czemu miejscowość były drugim po Forst centralnym ośrodkiem  władztwa Bibersteinów. W 1639 roku rezydencję zamieszkiwała wdowa po Johannie Wilhelmie von Biebersteinie – Anna de domo von Dallwitz, ale niedługo później obiekt oraz cały majątek Forst-Brody trafił w ręce prominentnego rodu Promnitzów z Żar, o co mocno zabiegał Siegmund Seyfried von Promnitz pełniący wówczas funkcję kasztelana Dolnych Łużyc. To on, mimo że istnieli jeszcze spadkobiercy Bibersteinów, wywalczył u elektora saskiego Johanna G-eorga I prawa do tego, by jego synowie, a nie rodzina Bibersteinów, władali majątkiem Forst-Brody. Wywołało to kłótnie i roszczenia, w efekcie których majątek na chwilę wrócił do małżeństwo Elisabeth von Bieberstein i Albrechta von Ronowa. Ale na krótko. W 1664 r. właścicielami Brodów i rezydencji stała się rodzina von Prominitzów. Rozbudowa pałacu za czasów Promnitzów Pierwszy właściciel z tej linii Ulrich Hipparch von Promnitz przeprowadził gruntowną przebudowę pałacu i zgodnie z obowiązującą modą mocno go zbarokizował. Rezydencja rozbudowano na rzucie podkowy – miała ona trzy kondygnacje i składała się z członu głównego i dwóch skrzydeł bocznych. Obiekt, ze względu na barokizację, był niezwykle zdobny, ale fasada znacznie różniła się od elewacji wychodzącej na ogród. Frontową ścianę zdobił imponujący ryzalit środkowy zdobiony pilastrami i zwieńczony trójkątnym szczytem. Środek elewacji od strony ogrodowej zdobiły pilastry. W głównej części budynku utworzono imponującą salę balową wzorowaną na obiektach holenderskich i rozwiązaniach jakie zastosowano w Sali głównej zamku w Poczdamie.  Pamiątką po Ulrichu i jego rodzinie stanowi zachowana do dziś w elewacji północnej elewacji kamienna tablica, którą wmurowano, by upamiętnić szczęśliwe ocalenie przy życiu Juliusa von Promnitza, siedmioletniego syna wspominanego hrabiego i Magdaleny Sidoni von Putbus. Pozostawione bez opieki w 1682 roku dziecko,  przerażone i zapłakane, że zostało samo,  nie mogąc się wydostać z pokoju, wyskoczyło z okna najwyższej kondygnacji pałacu. Malec skok z wysokości 42 stóp, jak podają źródła, przeżył i nic mu się nie stało.   W 1699 r. po śmierci Ulricha dziedzicem w Brodach został Anselm von Promnitz - syn zmarłego dwa lata wcześniej Ulricha i dworzanin Augusta Mocnego, który mieszka tu do śmierci w 1726 roku. Na nim brodzka linia  Promnitzów wygasła, gdyż hrabia nie doczekał się potomstwa. Za czasów panowania Promnitzów pałac uznawany był za wczesnobarokową perełkę Łużyc. Obiekt pełnił także funkcje obronne. Wraz z bramą wjazdową, folwarkiem, stajniami i ujeżdżalnią był otoczony fosą, do której woda dopływała kanałem z Jeziora Brodzkiego.  Promnitzowie dbali również o tereny zielone wokół pałacu. Przed wejściem głównym do rezydencji znajdował się reprezentacyjny, ozdobny ogród z pięcioma fontannami. Na południe od pałacu ogród  renesansowy, którego częścią był także spory sad, a po północnej stronie hodowano warzywa. Brody w rękach urzędników Wettynów Od 1726 roku rezydencja w Brodach oraz miasteczko przechodziło na rzecz wysokich urzędników królów polskich z dynastii Wettynów. Jako pierwszy otrzymał je w lenno Christoph Heinrich von Watzdorf-Erdenborn, hrabia, który był ministrem saksońskiego gabinetu Augusta II Mocnego, elekcyjnego króla Polski,  starszym dyrektorem podatkowym oraz proboszczem katedry Budissin. Po jego śmierci w 1729 roku Brody odziedziczył jego syn Friedrich Karl von Watzdorf, który również był urzędnikiem w służbie króla Augusta II Mocnego. Nie prowadził prac budowlanych wewnątrz pałacu, skupiał się na jego doposażaniu. Za jego życia rezydencja zyskała dwa porcelanowe kominki zamówione w działającej w Miśni Manufaktury Porcelany, a zatrudniony w ogrodzie architekt przeprojektował go nadając mu charakteru rokokowego. Pałac w Brodach  za 160 tysięcy srebrnych talarów 20 kwietnia 1740 roku właścicielem Brodów i pałacu staje się Heinrich von Bruehl, któremu zależało na zakupie posiadłości już od dawna ze względu na strategiczne położenie miasteczka dla unii polsko-saskiej i idealny przystanek w drodze króla i jego urzędników pomiędzy Warszawą a Dreznem. Von Bruehl bardzo majętna osoba, żyjąca z funkcji i wysokich urzędów pełnionych na rzecz króla, a w efekcie głównie z łapówek, za posiadłość zapłacił 160 tysięcy srebrnych talarów saskich. Sześć lat później, w 1746 roku von Bruehl dokupił także majątek Forst i utworzył ponownie posiadłość Brody-Zasieki, w skład której wchodziło ponad 60 wsi. Była to w tym czasie jedna z największych pod względem wielkości dochodów posiadłość ziemska w Łużycach Dolnych. Hrabia von Bruehl zadbał o rozwój Brodów i jego wizerunek, o czym wspominałam już wyżej, gruntowanie też rozbudował pałac. Wszystkie prace prowadził Johann Christoph Knöffel, nadworny architekt Augusta III. Przez blisko rok trwało przygotowanie projektów i dokumentacji budowlanej, a prace które rozpoczęły się w 1941 roku potrwały aż osiem lat. Inwestycje wykonywano wg reguł panujących w saskim rokoko, tak by architektura w Brodach nawiązywała do wybudowanych wcześniej w tym stylu budynków, m.in. pałacu w Dreźnie.   Modernizacja objęła także wzniesienie pałacu dedykowanego żonie Bruehla, od której imienia został nazwany „Mariannenschloss”. Obiekt kryty był mansardowym dachem, składał się z dwóch kondygnacji, posiadał delikatnie zasygnalizowany ryzalit i wsparty na kolumnach balkon. Po jego bokach umieszczone były kamienne rzeźby nagich aniołków (putta). Cały kompleks pałacowo-ogrodowy wraz z oficynami, stajniami itp. otoczony był od strony miasta ogrodzeniem z bramą wjazdową, którą zdobiły kamienne rzeźby Caritas i Bellony. Hrabia von Bruehl zlecił także przeprojektowanie ogrodu i parku - zagospodarowując teren na tyłach pałacu roślinnością ozdobną aż do tafli jeziora. Wizyty króla Augusta III Sasa Po raz pierwszy król August III Sas przebywał u swojego zaufanego faworyta w posiadłości w Brodach przez kilka dni w 1748 r. Kolejny raz wiosną i jesienią 1750 roku i również spędził tam po kilka dni, oddając się rozrywce. Później bywał jeszcze kilkukrotnie. Tu też w październiku 1656 zatrzymał się z synami i von Bruhlem podczas ucieczki z Drezna do Warszawy przed wojskami króla Prus Fryderyka II, w czasie wojny siedmioletniej, a także później w lutym 1763 r. po spaleniu pałacu przez Prusaków. Król August III znany był z tego, że lubił dużo wypić i zjeść (nie bez powodu miał też przydomek Otyły) - jego własna królewska kuchnia przygotowywała dla niego obiad z… 20 dań, nawet wtedy gdy spożywał go w samotności. Uwielbiał rozrywkę. Hrabia von Bruehl podejmował go więc, zapewniając jeszcze większą „wyżerkę”. Stoły w brodzkim pałacu uginały się od rozlicznych i różnorodnych dań serwowanych na słynnej porcelanowej, łabędziej zastawie wykonanej dla von Bruehla w Miśnieńskiej Manufakturze Porcelany. Dbał też o to, by spokojne na co dzień miasteczko, na czas pobytu władcy stawało się centrum najlepszej rozrywki. Organizował więc z myślą o Auguście III m.in. polowania, spektakle muzyczne i teatralne, grę w kręgle, przejażdżki gondolą po Jeziorze Brodzkim i pokazy sztucznych ogni. Z okazji tych wizyt Johann Christian Trömer (1697-1756), francusko-niemiecki poeta przebywający na dworze Sasów napisał sześciostronicowy poemat. Spalenie pałacu przez króla Prus Fryderyka II Niedługo dane było cieszyć się Henrykowi von Bruehlowi z posiadłości w Brodach. Jak oceniają dziś historycy jego cynizm, hipokryzja i brak szeregu kompetencji spowodowały, wybuch wojen śląskich i wojny siedmioletniej pomiędzy Prusami a Saksonią. Niektórzy twierdzą, że miał w tym „duże zasługi”. Gdy oblężona pod Pirną słaba armia saksońska skapitulowała przed wojskami pruskimi, król August III wraz z synami oraz hrabią von Bruehl rozpoczęli ucieczkę z Drezna przez Brody do Warszawy. Po drodze hrabia zabrał ze sobą z Brodów najcenniejszy dobytek i podobno także słynny łabędzi serwis. Pruski król Fryderyk II, po dotarci na Łużyce ze swoją armią – zrabował rezydencję w Brodach, a następnie mszcząc się na von  Bruehlu na rozkazał wojsku spalić pałac, co stało się w 5 września 1758 r. po rozpaleniu kilkunastu ognisk na każdej z jego kondygnacji.   Rok później von Bruehl zadaszył pałac płaskim dachem, chroniąc go w ten sposób przed dalszą dewastacją.  Prusacy nie spalili oficyn, które przejęły funkcje mieszkalne dla osób przyjeżdżających do rezydencji w Brodach. Henryk von Bruehl zmarł 28 października w Dreźnie 23 dni po śmierci Augusta III Sasa i po dwóch tygodniach od pozbawienia go wszystkich stanowisk, jakie powierzył mu „omotany” przez niego król.   Odbudowa pałacu i jego teatr Sen Nocy Letniej Po śmierci hrabiego Henryk von Bruehla majątek w celach wyjaśnień dotyczących zdarzeń z czasów wojny siedmioletniej, przejął Skarb Państwa Elektoratu Saksonii, po czym przekazano go prawowitemu spadkobiercy - Aloysowi Friedrichowi von Bruehl – synowi Henryka, który również zasiadał na urzędach królewskich. Ten, przeprowadzając się do Brodów wraz z rodziną, zamieszkał w  oficynie i rozpoczął odbudowę pałacu po spaleniu. Skupił się także na modernizacji ogrodu i parku. W parkowej oranżerii ze względu na swoje zamiłowania do teatru i reżyserii – utworzył scenę i założył amatorski teatr, który uważany był za jeden z najlepszych nadwornych, teatrów w Europy. Aloys sam pisał sztuki, sam je reżyserował i w nich występował. W 1790 r. wyreżyserował i wystawił w Brodach „Sen nocy letniej” Szekspira, który bardzo chwalono. Przedstawienia wieńczył zawsze raut na tyłach ogrodu i  pokaz sztucznych ogni. Hrabia Aloys von Bruehl zapisał się w dziejach Brodów nie tylko jako mecenas kultury i sztuki, ale przede wszystkim oraz osoba otwarta na potrzeby biedniejszych. Z jego inicjatywy w 1769 r. w miasteczku wzniesiono przytułek dla ubogich.  Po jego śmierci kolejnym spadkobiercą z rodu został Friedrich August Adalbert, który inwestował w pałac i jego otoczenie. Park przekształcił w park krajobrazowy a na Jeziorze Brodzkim usypał dwie sztuczne wyspy.   W pobliżu jeziora wybudował herbaciarnię. Ogród za domem został przekształcony w łąkę, w parku pojawiły się nowe nasady, w tym egzotyczne drzewa i krzewy. Później od 1893 roku majtkiem zarządzał jego syn - Friedrich Franz Johannes Moritz Cyrakius von Bruehl, a po nim jego syn - urodzony w Brodach Friedrich Joseph, który dokończył remont pałacu po pożarze z czasów wojny siedmioletniej, przywracając mu dawny wygląd w tym mansardowy dach oraz elewacje. Prace odtworzeniowe potrwały do 1923 roku i objęły one także wnętrze pałacu, czego dowodem było m.in. odtworzenie polichromii.  Friedrich Franz von Bruehl mieszkał w Brodach do czasu zakończenia II wojny światowej. Opuścił pałac w lutym 1945 roku, uciekając przed zmierzającą do Brodów armią radziecką.  I całkiem chyba słusznie, bo niedługo potem pałac znowu spłonął. Powodem prawdopodobnie było zaprószenie ognia przez Sowietów podczas zabaw w „strzelanie” Sowieci i kolejny pożar W kolejnych latach rezydencję znacjonalizowano i korzystano z jej oficyn, które były w dobrym stanie.  Na przestrzeni lat miały one różne przeznaczenie. Były w nich mieszkania dla Greków, którzy opuścili swój kraj  z powodów wojny domowej, miejsca szkoleń dla rolników i rzemieślników, ośrodek kolonijny dla dzieci,  gminna biblioteka oraz kościół – gdyż do lat 80. nie korzystano ze stojącej nieopodal świątyni poewangelickiej i na maszach spotykano się na terenie rezydencji, gdzie istniała kaplica.  W latach 90. Obiekt nabyła prywatna osoba z zamiarem odbudowy i przeznaczenia go na hotel z zapleczem konferencyjnym. Wyremontowała oficyny, w których pod nazwą „Rezydencja Ambasador” uruchomiła hotel i restaurację. Prac nie ukończyła z powodu długów i bankructwa. Nowy właściciel nabył rezydencję w 2008 roku. Także uruchomił w oficynach hotel i restaurację, rozpoczął prace zabezpieczające w pałacu, zaczynając od pokrycia dachu, wylania od nowa zawalonych stropów i powoli wraz z dostępnością środków rozpoczął jego odbudowę. Wykorzystano też budynki dawnej powozowni i stajni, gdzie uruchomiono pensjonat dla koni oraz szkółkę jeździecką.   Obiekt wraz z parkiem jest otwarty dla gości i turystów. Można wykupić tu nocleg, skorzystać z oferty restauracji, szkółki jeździeckiej, zorganizować imprezę i do woli, za darmo (wejście na teren zespołu pałacowego nie jest biletowane) wyspacerować się po zielonych przypałacowych terenach schodzących w stronę Jeziora Brodzkiego, rozmyślając o tym, jak wyglądało to wszystko przed 80. i przed 200. laty, gdy bawiła tu arystokracja.           Przeczytaj także: Brody. Co kryje się za Zasiecką Bramą?Brody. Mała wieś, wielkie historieHeinrich von Bruehl. Tajemnice majątku pierwszego ministra i pana na Brodach Teksty powstały w ramach zadania „Spacerownik lubuski po powiatach żarskim i żagańskim. Niezwykle miejsca i propozycje wycieczek dla miłośników historii, tajemnic, osobliwości i dobrego smaku” współfinansowanym przez Województwo Lubuskie.      

Search