Heinrich von Bruehl. Intrygi, luksus, skandale i ślady, które prowadzą z Brodów do Drezna

Peruki liczone w setkach, zegarki, kamizelki, porcelanowe cuda, skarby sztuki i miliony talarów z publicznych kas. A do tego polityczne intrygi, kupczenie urzędami, manipulacje królem i skandale, o których szeptano na dworach całej Europy. Heinrich von Brühl (1700–1763) – pierwszy minister Augusta III Sasa – był człowiekiem, który jednych oburzał, innych fascynował. Choć oskarżano go o korupcję i marnotrawstwo, pozostawił po sobie rezydencje, dzieła sztuki i historie, które dziś odkrywamy w Brodach, Warszawie i Dreźnie.

Brody – mała miejscowość, wielka polityka

Z pozoru zwykła wieś w województwie lubuskim, Brody w XVIII wieku były jednym z najważniejszych punktów na mapie unii polsko-saskiej. To właśnie tutaj Heinrich von Brühl miał swoją największą rezydencję. Pałac, dziś zachowany jedynie w ruinie, w czasach świetności był symbolem bogactwa i aspiracji hrabiego.

Brühl traktował Brody nie tylko jako swoją posiadłość, ale także jako wizytówkę. To on zadbał o rozwój miejscowości – wybrukowano ulice i chodniki, wzniesiono efektowne bramy wjazdowe, uporządkowano centrum według planów nadwornego architekta Johanna Christopha Knöffla. Brody stały się ważnym punktem w systemie pocztowym unii polsko-saskiej, a ich wygląd zyskał charakter małego, barokowego miasteczka.

Jego osobisty dwór w Brodach liczył blisko 300 osób – od doradców, przez służbę, po muzyków i kucharzy. Spacerując dziś po Brodach, między monumentalną Zasiecką Bramą a resztkami pałacowych zabudowań, nietrudno wyobrazić sobie gwar i przepych tamtego czasu.

Od pazia do „ministra od wszystkiego”

Kariera Heinricha von Brühla rozpoczęła się skromnie – jako paź Augusta II Mocnego. Dzięki sprytowi, pomysłowości i intrygom piął się po szczeblach kariery, bezwzględnie eliminując konkurentów. Gdy po śmierci Augusta II tron objął jego syn, August III, Brühl stał się jego ulubieńcem i szybko zgromadził w swoich rękach najważniejsze urzędy Saksonii i Polski.

Był człowiekiem instytucją – łączył blisko trzydzieści funkcji. Hrabia von Bruel to: pierwszy saski tajny minister gabinetu i konferencji, rzeczywisty tajny radca, ober-szambelan, ober-podkomorzy, prezes Kamery, naczelny dyrektor podatkowy, generalny dyrektor akcyzy, wyższy dyrektor deputacji obrachunkowej, generalny komisarz do wrót Morza Bałtyckiego, nadinspektor manufaktur porcelanowych, kapitulariusz katedry miśnieńskiej, proboszcz katedry budziszyńskiej, głównodowodzący saską kawalerią w Polsce, hrabia na Ocieszynie i Brylewie, starosta lipieński, piaseczyński, bolimowski i spiski, wójt bydgoski, generał piechoty saskiej, generał artylerii koronnej.

Od czasu gdy w 1731 r. został mianowany na dyrektora akcyzy i kierownikiem finansów elektorskich oraz polityki zagranicznej i wewnętrznej elektoratu, rozpoczyna się okres naznaczony skandalami z udziałem Henryka, który wzbogacał się łapówkami oraz nielegalnymi dzierżawami.  Dzięki przychylności Czartoryskich, z którymi początkowo dobrze się rozumiał w Polsce, kupił sobie nawet polskie szlachectwo, fałszując genealogię i udając, że jest spadkobiercą majątku Brylewo w Wielkopolsce.

Było mu ono potrzebne, gdyż dawało prawo do nabywania polskich majątków, którymi handlował i czerpał z nich korzyści finansowe.  Za swą służbę pobierał pensję blisko 70 000 talarów miesięcznie, którą powiększał licznymi łapówkami i nielegalną dzierżawą dóbr. Po zmianie króla w Saksonii i po jego śmierci odkryto, że poza pensjami i łapówkami wyciągnął na własny użytek jeszcze ponad pięć milionów talarów z publicznych pieniędzy.  

Manipulacje królem i „poranna kawa z ploteczkami”

Brühl wiedział, jak zdobyć władzę – i jak ją utrzymać. Po śmierci Augusta II Mocnego rozpoczął zabiegi, by korona polska przypadła synowi zmarłego. Dyplomacja, przekupstwa polskiej szlachty, na które mocno się zapożyczył, przyniosły zamierzony skutek podczas wolnej elekcji. August Sas został królem, a wraz z nim zaczęła rosnąć pozycja von Bruehla w unii polsko-saskiej. Niezwykle zręcznie i umiejętnie manipulował on królem, co zapewniło mu błyskawiczne awanse, a niedługo potem wyeliminowanie z otoczenia władcy wszystkich, którzy mogliby mu zaszkodzić i poddać w wątpliwość jego kompetencje.

Heinrich von Brühl codziennie zaczynał dzień u boku Augusta III przy porannej kawie i herbacie. Dostarczał królowi najnowszych „ploteczek” – często spreparowanych – które odpowiednio nastroiły króla na cały dzień. Dopiero po spotkaniu z von Bruehlem i garści „świeżych informacji”, jakie hrabia mu dostarczał, August III spotykał się ze swoimi kolejnymi urzędnikami i doradcami. Mówiło się, że król, który lubował się w jedzeniu i sztuce był zbyt leniwy, by dociekać prawdy, i zbyt leniwy, by głęboko zająć się sprawami wagi państwowej.

Władza spoczęła więc rękach nadskakującego mu von Bruehla, kóry jako jedyny miał wyłączne prawo do rozmowy z Augustem III Sasem i decydował o tym, kto może spotkać się z królem. A za umożliwienie takiej audiencji kazał sobie słono płacić. Od wiosny 1738 r. nie wolno było już innym ministrom i urzędnikom pojawiać się przed królem bez pytania Bruehla o zgodę, co sprawiało, że hrabia stał się postacią nie do odsunięcia, mimo poważnych słabości i licznych błędów, które w swojej pracy popełniał. Hrabia von Bruehl uwielbiał luksus, wystawne życie i robienie wrażenia. Pazerny, żądny władzy, pieniędzy, bez wielu ważnych kompetencji na powierzonych mu stanowiskach, miał mnóstwo wad i jedną pewną zaletę. Kochał sztukę.

Fortuny, kolekcje i łabędzia zastawa

Brühl słynął z umiłowania do luksusu. Jego kolekcje przyprawiały o zawrót głowy: setki zegarków, peruk, kamizelek i butów, a także imponująca biblioteka licząca 70 tysięcy woluminów – w tym dzieła kabały.

Największą chlubą była jednak słynna Łabędzia Zastawa – 2200 porcelanowych elementów wykonanych w manufakturze w Miśni, uważana za jedno z arcydzieł europejskiej sztuki użytkowej. Hrabia zgromadził też pokaźną kolekcję obrazów, którą w 1768 roku kupiła Katarzyna II.

Wszystko to finansował nie tylko z oficjalnej pensji – sięgającej 70 tys. talarów miesięcznie – ale także z łapówek, handlu majątkami ziemskimi i defraudacji publicznych pieniędzy. Szacuje się, że przywłaszczył dla siebie ponad pięć milionów talarów.

Skandale i bunt szlachty

O Brühlu krążyły pamflety i broszury, w których opisywano jego bogactwo i wystawny styl życia. Jeden z anonimowych tekstów – Życie i natura hrabiego B. – szczegółowo wyliczał jego majątek i liczbę butów, peruk i kamizelek, zyskując popularność na dworach całej Europy.

W Polsce budził szczególną nienawiść. Hetman Jan Klemens Branicki w 1758 roku otwarcie oskarżył go o zbrodnie, a na sejmie w 1762 roku Stanisław Poniatowski (późniejszy król) wypomniał mu fałszywe szlachectwo i handel majątkami. Awantura była tak gwałtowna, że „dobyto szabel”.

„Brühl, hab ich Geld?”

Król August III Sas, który nie nauczył się języka polskiego i niechętnie zajmował się państwem, miał zwyczaj pytać swojego ministra: „Brühl, hab ich Geld?” – „Brühl, mam pieniądze?”. Odpowiedź zawsze brzmiała: „Ja, Majestät” – nawet gdy królewski skarbiec świecił pustkami.

W takich momentach Brühl sprzedawał kolejne urzędy, gwarantując sobie przy tym dodatkowe dochody. Jednym z najsłynniejszych przykładów była sprzedaż podskarbiostwa koronnego Teodorowi Wesslowi w 1761 roku – transakcja, która miała przynieść gigantyczne, choć nielegalne zyski.

W oczach historyków i pisarzy

Józef Ignacy Kraszewski, w swojej trylogii saskiej i dwutomowej powieści Hrabia von Brühl, przedstawił go jako uosobienie intryg, chciwości i zepsucia. Powieści te można dziś bezpłatnie przeczytać w bibliotece cyfrowej Polona.

Historyk Władysław Konopczyński określał go jako „mistrza w nadskakiwaniu królowi”, „szarą eminencję Augusta III” i człowieka, który „ogłupiał króla, psuł mu pożycie z rodziną, szpiegował królową i książęta”.

Koniec kariery i dziedzictwo

Brühl zmarł 28 października 1763 roku, trzy tygodnie po Auguście III. Po jego śmierci rozpoczęto śledztwo, które wykazało gigantyczne defraudacje – ponad pięć milionów talarów. Jego syn Aloys von Brühl, w przeciwieństwie do ojca, zapisał się jako oficer i mecenas kultury zasłużony dla Polski.

Podróżując śladami Brühla

Dziś ślady Heinricha von Brühla odnajdziemy w wielu miejscach:

  • Brody (Lubuskie) – ruiny pałacu, Zasiecka Brama, urbanistyczny układ miasteczka i historia wielkiego dworu.
  • Drezno – słynne Tarasy Brühla nad Łabą i wspomnienia o luksusowym dworze ministra.
  • Warszawa – ślady jego politycznej działalności i intryg w czasach panowania Augusta III.

To postać kontrowersyjna, ale właśnie dlatego fascynująca – łącząca w sobie skandale, przepych i zamiłowanie do sztuki. Podążając jego śladami, możemy odkrywać nie tylko dzieje unii polsko-saskiej, ale także miejsca, w których historia wciąż pachnie barokowym przepychem.

 

 

 Kilka miejscowości w Polsce, w tym Brody (lubuskie), gdzie miał swoje rezydencje jednak wiele mu zawdzięcza. Po pierwsze ciekawe historie z nim jako skandalistą w roli głównej, które dla turystyki stanowią wyjątkowy smaczek i dobrze się sprzedają, po drugie rozwój. W miejscach, gdzie Henryk von Bruehl budował swoje posiadłości, dbał jednak o rozwój miejscowości. Brody, gdzie była jego największa posiadłość, zyskały brukowane ulice i chodniki, przepiękne bramy wjazdowe i zabudowę w centrum wg planów zagospodarowania opracowanych przez nadwornego architekta Johanna Christopha Knöffela - tego samego, który projektował dla Sasów w Dreźnie i Warszawie, stały się ważnym punktem w rozwoju poczty unii polsko-saskiej z własnym posterunkiem pocztowym.

 

Mistrz w nadskakiwaniu królowi

Większość historyków (i polskich, i niemieckich) nie pozostawia na Heinrichu von Bruehlu jednak suchej nitki.  Bezlitośnie przedstawia go w swoich publikacjach Józef Ignacy Kraszewski – niezwykle płodny polski pisarz, znany głównie ze „Starej Baśni” oraz „Hrabiny de Cosel”, który elektorom saskim i ich otoczeniu poświęcił trylogię saksońską. Hrabia von Bruehl pojawia się w wielu jego publikacjach, ale pisarz rozprawiając się z nim szczegółowo poświęcił mu też tytułową dwutomową powieść „Hrabia von Bruehl”.  

Polski historyk znawca badacz epoki saskiej Władysław Konopczyński nazywa von Bruehla „mistrzem w nadskakiwaniu królowi”, szarą eminencja Augusta III, wyręczającą władcę okiem, uchem, myślą, wolą, która zawsze miała na podorędziu posłuszny zastęp kreatur. Opisuje go jako grzecznego i wytwornie nonszalanckiego, śliskiego, pochlebczego, uśmiechniętego ministra, który oferował komplementy i protekcję każdemu, kogo potrzebował.

„Zbierał łapówki, okradał kasy saskie, oszukiwał i demoralizował opinię, ogłupiał króla, psuł mu pożycie z rodziną, szpiegował królową, królewięta i cały kraj” – pisał o nim historyk. Bruehl, hab ich Geld? Powszechnie uważa się, że króla Augusta III Sasa za bardzo nie obchodziło rządzenie i wdrażanie reform ani w Saksonii, ani w upadającej Polsce. W pracach władcy wyręczał go nadskakujący mu Bruehl, a hrabiego setki skorumpowanych jak on i wdzięcznych mu osób, które usadowił na różnorodnych stanowiskach i urzędach. Król, który – podobnie zresztą jak von Bruehl nie nauczył się języka polskiego, dopytywał swojego faworta  „Bruehl, hab ich Geld?” chcąc wiedzieć, czy starczy ma pieniędzy na swoje kolejne zachcianki bądź rozrywki. „ Ja, Majestät” -  odpowiadał von Bruel, nawet wtedy gdy królewski skarbiec świecił pustkami. A zdarzało się, że był to stan ciągły. Jednakże  pierwszy minister błyskawicznie załatwiał pieniądze na potrzeby króla sprzedając wtedy urzędy i innego rodzaju wpływy. W 1761 roku po kolejnym pytaniu króla, czy ma pieniądze, sprzedał podskarbiostwo koronne Teodorowi Wesslowi. Ten w zamian miał zagwarantować mu nielegalne dochody z nowo utworzonej mennicy polskiej – na co wskazują historycy - prawdopodobnie otrzymał gigantyczną łapówkę od prusko-żydowskich fałszerzy.

Skandale z udziałem von Bruehla

Jego rozpasanie, brak kompetencji, a przede wszystkim marnotrawstwo pieniędzy z królewskiego skarbca sprawiło, że „grabił” sobie zarówno w Saksonii jak i wśród polskiej skłóconej arystokracji.  Chcąc odsunąć go od władzy w 1749 r. saski landtag oskarżył go o malwersację 30 mln talarów, która była faktem. Jednak hrabia wykpił się od tego stosując, jak zawsze przekupstwa  i groźby.  Wymógł na stanach zgodę na nowe podatki, a swoich głównych opozycjonistów nakazał aresztować. Zawiesił też zwoływanie stanów saskich za życia Augusta III, co wywoływało powszechne oburzenie. Doprowadził do ruiny gospodarkę Saksonii, która przed wybuchem wojny siedmioletniej zadłużona była na ponad 30 mln talarów i nie była w stanie regulować swoich podstawowych wierzytelności. Dziesięć lat później przeciwko niemu wystąpiono także w Polsce, choć wcześniej usankcjonowano jego fałszywe szlachectwo umożlwiające mu handel polskimi majątkami.

W 1758 r. hetman wielki koronny polski Jan Klemens Branicki ogłosił adresowany do króla Augusta III manifest, w którym oskarżył Bruehla o najgorsze zbrodnie. Manifest został powielony przez  wrogów von Bruehla i dystrybowany w kręgach szlacheckich. Na niewiele to się zdało. Nadal handlował majątkami ziemskimi i brał gigantyczne łapówki. W 1761 r. na buntującą się przeciwko saskiej korupcji szlachtę wielkopolską nasłał 12-tysięczne rosyjskie wojsko.

W 1759 roku krążyła po arystokratycznych dworach anonimowa, napisana po francusku broszura „Życie i natura hrabiego B.”. Opisano w niej szczegółowo bogactwo ministra, wystawność jego dworu, podając liczbę służby, jego butów, kamizelek, peruk i ile milionów talarów ukradł. Wskazywano, że jest on odpowiedzialny za osłabianie Saksonii, jej katastrofalną sytuację finansową, wskazującą na bankructwo. Z zainteresowaniem czytano ją na dworach całej Europy.

Na sejmie 1762 r. zaatakował go Stanisław Poniatowski (przyszły król Polski), wytykając mu udawane polskie szlachectwo i kwestionując prawo jego synów do bycia posłami. Było to głośne spotkanie sejomowe, w trakcie którego wywiązała się awantura, w czasie której, wg doniesień historyków,  „dobyto szabel” i wykrzyczano, że hrabia jest odpowiedzialny za całe zło Rzeczypospolitej. Prawdopodobnie powodem kłótni były opinie, jakie krążyły o von Bruehlu już od dawna i wspomniana wyżej broszurki, ale także świadomość, że król August III był już w tym czasie mocno schorowany i w stronnictwach rozprawiano o jego rychłej śmierci i kolejnej wolnej elekcji. 

Koniec Henryka von Bruehla

Pierwszy minister zmarł 28 października 1763 roku trzy tygodnie po śmierci Aleksandra III Sasa. Po jego śmierci i objęciu władztwa w Saksonii przez syna Aleksandra – Fryderyka Christiana, który od najmłodszych lat był przeciwikim von Bruehla rozpoczęto pośmiertne śledztwo związane przede wszystkim z katastrofalną sytuacją finansową. Wykazano, że hrabia sprzeniewierzył z kas skarbowych blisko pięć milionów talarów i orzeczono rewindykację tej kwoty z sześciomilionowej fortuny jego licznych spadkobierców. Ustalono także, że Bruehl zawdzięczał swój ogromny majątek przede wszystkim rozrzutności króla niż bezprawnym środkom akumulacji. Również August III Sas nie miał dobrego piaru, współcześnie uważany jest za pasożyta i utracjusza, który skupiał się tylko na jedzeniu, piciu i rozrywce, na które trwonił pieniądze zupełnie nie interesując się niczym innym.

W Polsce grożono odebraniem godności i dóbr spadkobiercom Henryka von Bruela, ale kolejny król Stanisław August darował im winy, a jego syn Aloys von Brühl, późniejszy Pan na Brodach miał w przeciwieństwie do swojego ojca bardzo wiele zasług na rzecz narodu polskiego, wojskowosci i kultury, za co został uhonorowany. Pozostała pamięć o sztuce, kulturze i architekturze

Mimo chciwości i łapownictwa Henryka von Bruehla należy podkreślić, że zasłużył się on wielce na rzecz kultury i sztuki. Hrabia zrealizował wiele inwestycji związanych ze sztuką, inwestował w dzieła sztuki. Najsłynniejszą i najwartościowszą jego kolekcję stanowiła 2200-elementowa łabędzia zastawa stołowa wykonana przez miśnieńską manufakturę porcelany oraz kolekcja obrazów, którą w 1768 r. kupiła cesarzowa Katarzyna II. Z jego inicjatywy powstało wiele rezydencji, niektóre do dziś cieszą oczy i pełnią funkcje instytucji lub muzeów. Dzięki niemu powstały zbudowane w 1736 roku przez architekta Johanna Christopha Knoeffela, który zrealizował dla niego wiele zleceń (m.in. rozbudowę rezydencji w Brodach) w Dreźnie na brzegu Łaby Tarasy Bruehla. Ponadto posiadał ogromne zbiory zegarków, kamizelek, peruk, kapeluszy i książek – jego biblioteka wg spisu z 1750 r. liczyła 70 tys. woluminów, w tym znaczącą liczbę książek kabały.    

„Król szedł do kaplicy przez salę, w której się panowie o godzinie 11 punktualnie zgromadzali i przez długi korytarz do kaplicy na boku pałacu stojącej prowadzący, z rękami wyciągniętymi, w które go szeregi panów i szlachty, z obu stron uszykowane, całowały. Kto z pospolitych obywatelów miał jaką suplikę do króla, podawał mu ją podczas tego marszu, nisko nachylony, albo na jedno kolano przyklęknąwszy. Król odebrawszy suplikę oddawał paziowi za sobą idącemu, a paź odnosił ją do ministra (Bruehla), który podług woli swojej imieniem królewskim dawał na nie odpowiedzi albo też w kąt zarzucał, za nic warte lub natrętne uznane”.

„Doskonały samolub, groszorób, bez polotu i poczucia służby publicznej, uosobienie powszednich zdolności i pospolitych przywar, pasożytował on na dwóch społeczeństwach. Saksonię w wyścigu dziejowym z Prusami przyprawił o zupełną przegraną, ratunku Polski zaniedbał, zostawiając w niej pustkę”

 

„Bruehl miał więcej ubrań, zegarków, koronek, butów, butów i pantofli niż jakikolwiek człowiek w tym wieku. Cezar zaliczyłby go do tych zwiniętych i perfumowanych głów, których się nie bał”.

Przeczytaj także:

Brody. Co kryje się za Zasiecką Bramą?

Brody. Mała wieś, wielkie historie.

Pałac w Brodach. Tu za Sasa popuszczano pasa

 

Search